:_:

:_:

środa, 22 stycznia 2014

#Ritual

Maddie była zwyczajną nastolatką. Lubiła robić zakupy, słuchać muzyki i robić zdjęcia. Szczególnie to ostatnie- urocza brunetka miała fioła na punkcie pstrykania fotek. Uwielbiała zarówno fotografować kogoś lub coś, jak i samej występować w roli modelki. Pewnego dnia jednak zauważyła coś dziwnego. Na każdym zdjęciu na którym była w tle dawał się zobaczyć jakiś kształt- jakby półprzeźroczysty cień. Maddie przyjrzała się bliżej- zaczęła ów kształt rozpoznawać... Pisnęła. Ku jej przerażeniu, na zdjęciu, tuż za nią, znajdowało się dziecko. Małe, mogło mieć około pięciu lat; dziewczynka. Stała i uśmiechała się, a przez jej drobną sylwetkę prześwitywało znajdujące się za nią drzewo. Sam fakt że pojawiła się ona na zdjęciu był dość straszny. Jednak Maddie nie to przeraziło najbardziej. W wykrzywionej w uśmiechu twarzyczce rozpoznała kogoś... Była to jej malutka siostrzyczka, która zmarła rok temu. Maddie zawsze miała wyrzuty sumienia z jej powodu- matka kazała dziewczynie pilnować Lanki, bo tak miało dziecko na imię, w czasie gdy bawiła się w ogrodzie. Jednak nastolatka wcale nie miała ochoty siedzieć z siostrą, więc po chwili zupełnie ją olała i poszła do domu. Gdy po półgodzinie przyszła sprawdzić co u małej, okazało się, że jej nie ma. Po prostu zniknęła. Tydzień później z jeziora wyciągnięto zwłoki- wyglądały, jakby ktoś wielokrotnie przypalał je i ciął żyletką. Nawet Maddie musiała się przez chwilę zastanawiać, czy to jej siostrzyczka, lecz matka nie miała wątpliwości- to Lana. Nastolatka zaczęła nerwowo przeglądać zdjęcia- nigdy tego nie robiła. Zawsze wystarczał jej szybki rzut oka, czy jest OK. Teraz jednak było inaczej- cień Lany był na każdym zdjęciu. Nie zawsze w tej samej pozycji, wyraz twarzy również miała zmienny. Najczęściej jednak patrzyła na siostrę z nienawiściąw oczach. Maddie bała się jak nigdy w życiu. Próbowała sobie wmówić, że to wada aparatu, ale uświadomiła sobie, że przez ten rok kilka razy zmieniała sprzęt... Zajrzała na zdjęcia tuż po katastrofie- tu cień był wyraźniejszy. Sądząc po różńych fotkach, bladł w miarę upływu czasu, jakby się ulatniał. Nagle Maddie zdała sobie sprawę, że wybija już północ a ona ma jutro szkołę. Przyłapała się na tym, że boi się zasnąć. Skarciła się za to i poszła do łóżka. Śniły jej się same koszmary. Widziała małe dziewczynki w białych sukienkach, odwrócone do niej plecami. Słyszała dziecięcy śmiech i krzyki. Czuła zapach palonego ciała. Obudziła się zalana potem. Dawno już nie miała tak realistycznego, odbieranego wszystkimi zmysłami snu. Postanowiła dzisiaj coś zrobić z tą całą sprawą. Dziś po lekcjach pójdzie do bilbioteki w mieście i spróbuje czegoś się dowiedzieć. Lekcje minęły szybko. Zaraz po ostatnim dzwonku wybiegła ze szkoły i udała się do biblioteki miejskiej. Przywitała ją nieco przerażająca bibliotekarka. Miała chudą, bladą twarz okoloną rzadkimi czarnymi włosami. Mimo wrednego wyglądu uśmiechała się przyjaźnie. -Dzień dobry Słońce, potrzebujesz czegoś?- zapytała przymilnym głosem. -Dobry, szukam książek o zjawiskach paranormalnych. -Trzeci dział na lewo. Miłej lektury! Maddie nie ufała za bardzo tej kobiecie- była zbyt miła, szczególnie że zupełnie na taką nie wyglądała."Trudno", pomyślała. Poszła szukać wskazanego działu. Po chwili odnalazła go, nie był duży, chociaż wypchany książkami po brzegi. Maddie od razu zaczęła szperać między tomiskami. Nigdy by nie przypuszczała, że zjawiska paranormalne mogą być aż tak ciekawe! Przedtem w ogóle jej to nie interesowało, mało tego, nie wierzyła w nie. Po kilku godzinach szukania, które upłynęły Maddie jak parę minut, znalazła to czego szukała. Gruba księga w czarnej oprawie bez tytułu, w środku zaś znalazła bardzo wiele informacji o wszelakich duchach, było też kilka rytuałów- wreszcie, odnalazła ten właściwy. Z szerokim uśmiechem na ustach wzięła grymuar pod pachę i pobiegła wypożyczyć go. Wyleciała na ulicę. Chciała jak najprędzej znaleźć się w domu i odprawić rytuał, lecz miała jeszcze jedną sprawę do załatwienia. Nagle coś do niej dotarło. Na ulicy było ciemno; był chyba środek nocy. Maddie zdziwiła się- naprawdę spędziła w bibliotece tyle czasu?! Przecież przed chwilą wyszła ze szkoły... Księgi najwyraźniej wciągnęły ją bardziej niż myślała. Zastanawiała się, czy oby nie zmienić początkowego zamiaru i nie wrócić do domu... Nie. Zdecydowanym krokiem poszła na cmentarz. Grób... Który wybrać? "Eee, zwłoki to zwłoki, biorę pierwszy lepszy", pomyślała Maddie. W końcu wybrała grób jakiejś kobiety- był bardzo zaniedbany, bez płyty nagrobnej. Tym lepiej. Dziewczyna rozejrzała się. Szopa! Udała się w jej stronę; drzwi były otwarte. Weszła do środka- ciemno, nic nie widać, szopa nie miała okien. Po omacku znalazła łopatę i wróciła do wcześniej wybranego grobu. Na szczęście niedawno padało, więc ziemia była dość miękka i dało się kopać. Drobna brunetka, ciesząc się, że dowie się o co chodzi z duchem na zdjęciach, niemal nie czuła zmęczenia. Zostało już tylko otworzyć trumnę... Widok był koszmarny. Trup kobiety był w zaawansowanym rozkładzie. Nieprzygotowana Maddie prawie zwróciłaby obiad. Na biało- żółtym szkielecie utrzymały się jeszcze małe kawałki ciała. Z pustych oczodołów wypełzały robaki; smród był przeokropny. Nastolatka zacisnęła zęby i wyciągnęła rękę po czaszkę. Ujęła ją w dłonie i wytrząsnęła z niej wszystkie robaki. Z obrzydzeniem na twarzy, wsadziła kość pod bluzę i popędziła do domu. Po gigantycznej awanturze z rodzicami, że wróciła do domu po trzeciej w nocy nastolatka pobiegła do swojego pokoju. Zgodnie z książką, na początek narysowała kredą na ziemi duży pentagram i pozapalała świeczki- po jednej na każdym jego końcu. Następnie wzięła czaszkę i uderzyła nią o podłogę- na jej górze powstał otwór. Przyklękła na środku pentagramu z nożem w dłoni, następnie szybkim ruchem nacięła nadgarstek i zebrała spływającą krew do czaszki. Zaczęła szeptać formułkę; cała podłoga pokryta była krwią z przeciekającej czaszki. Na koniec trzynaście razy wypowiedziała imię swej siostry. Po upływie pięciu minut stwierdziła, że to niewypał i już chciała iść opatrzyć rękę, gdy nagle znikąd zaczął napływać dym. Było go coraz więcej i więcej... Szyby w oknach pękły, do pomieszczenia wdarł się lodowaty podmuch, który zgasił świeczki. Rozległ się szyderczy śmiech. W tym momencie Maddie zdała sobie sprawę, że przecież wyszła poza pentagram- nic już jej nie chroniło. Zalana potem, chciała biec w jego stronę, lecz nie mogła się ruszyć- była jakby sparaliżowana. Poczuła oddech na karku. -Nie dopilnowałaś mnie...- rozległ się dziecięcy głosik- Taka szkoda... Gdybyś tam była, zginęłybyśmy razem... Ale spokojnie, nadrobimy to... Coś błysnęło w kącie pokoju. Trwało to tylko ułamek sekundy, lecz nastolatka nie miała problemu z rozpoznaniem Lany, trzymającej nóż i zapałki. Ostatnie co Maddie zapamiętała, to dotyk ostrza na skórze, szyderczy śmiech oraz zapach palonego ciała. Na cienie trzeba uważać. Bo inaczej mogą wyrosnąć im zęby. Naprawdę mogą. A czasem, kiedy chcesz zapalić światło, żeby je odpędzić nagle okazuje się, że nie ma prądu. ~Painful laugh

sobota, 18 stycznia 2014

#Stitched smile

Leyla weszła do pokoju. Wciąż miała przed oczami widok uciętej głowy z zaszytymi oczami i ustami. Nigdy tego nie zapomni- obudzić się koło CZEGOŚ TAKIEGO? Dziewczynę zastanawiało, kto był tak chory na umyśle, by to zrobić. Postanowiła, że jutro złoży zeznanie na policji- dziś była zbyt wstrząśnięta. Poszła do salonu z zamiarem wypicia dobrej herbaty, zrelaksowania się i chwilowego zapomnienia o całej tej sprawie. Ogień w kominku cicho trzaskał. Nagle zabrzmiał huk zamykanych drzwi. Dziewczyna aż podskoczyła. "To na pewno podmuch wiatru. Zamknę okno." Nagle jednak wstrząsnął nią dreszcz. Przecież wszystkie okna były zamknięte... Leyla poczuła nagły irracjonalny strach. Zapragnęła uciec, zaczęła szarpać drzwi zamknięte. Obraz głowy znów powrócił, żywy i wyraźny. Wtem zobaczyła coś. Jakiś niby ludzki kształt stał na balkonie. Niby- postać była dziwnie zniekształcona, pokrzywiona. Powietrze przeszył gwałtowny wrzask Leyli. Nie wiedziała, kiedy to znalazło się przy niej. Patrzyło jej prosto w oczy. Nie, patrzyło to nie jest dobre określenie. Z jego zaszytych oczu wylewała się czarna maź. Sapał głośno. Wyjął coś z kieszeni podartej czarnej opończy. Błysnęło ostrze, wielki sztylet. Skamieniała z przerażenia Leyla zobaczyła, że rączka jest wykonana z materiału przypominającego kość. Ludzką kość. "Może właśnie tak skończę", myślała. Miała nadzieję na szybką śmierć. Jednak istota stojąca przed nią miała nieco inne palny. Sztylet ze świstem poleciał na ramię dziewczyny. Leyla krzyknęła widząc swą rękę w kałuży krwi u jej stóp. Ramieniem wstrząsały ostatnie podrygi martwych mięśni. Przerażona, opętana bólem dziewczyna runęła na posadzkę jęcząc i szlochając cicho. Tajemnicza postać mruknęła z zadowolenia i spróbowała rozciągnąć swe zaszyte grubymi nićmi usta w uśmiech. Następnym jego krokiem było wypatroszenie swej ofiary. Rozciął brzuch Leyli i powoli wyciągał wszystkie narządy, uprzednio pokazując je otępiałej dziewczynie. Gdy doszedł do serca, ujął je w dłonie. Jeszcze ciepłe i pulsujące. Trzymał je dłuższą chwilę. Wtem gwałtownym ruchem przeciął je na pół. Gorąca krew ochlapała demona i jego ofiarę. Leyla jeszcze chwilę przypatrywała się temu, po czym jej głowa opadła na podłogę z pustym wzrokiem. Oprawca uśmiechnął się na tyle, na ile mu pozwalał szew i szybkim ruchem odciął jej głowę. Wstał, i zanim ktokolwiek zdążyłby mrugnąć, zniknął zabierając ze sobą głowę. Następnego dnia Lily znalazła na swym łóżku głowę dziewczyny, z zaszytymi oczami i ustami. Krzyknęła. Nie wiedziała co czeka ją dziś wieczorem... Ludzie są tak niewdzięczni za dar życia. Ale nie ty. Już nie. ~Painful laugh